Ciepło jako sędzia: do czego prowadzi nas obojętność wobec klimatu
Pięćdziesiąt trzech departamentów we Francji stoi dziś w obliczu pomarańczowego alertu. Temperatura przekracza czterdzieści stopni. To nie jest już wiadomość – to jest wyrok.
Jeśli nie jesteśmy gotowi ponieść kosztu transformacji teraz, dobrowolnie – zapłacimy go później, przymusowo, we krwi i cierpieniu.
Każde lato teraz przynosi nam tę samą scenę: miasta rozpalone, ludzie zdezorientowani, pracownicy walczący z żarem jak z niewidzialnym wrogiem. A jednak, gdy słucham tego, co mówią nasi politycy, widzę w ich oczach jedynie obawę przed następnym sondażem, nie przed przyszłością naszych dzieci. Emmanuel Macron wzywa do "wielkiej czujności", do "trudnych dni" – słowa puste, gestykulacja bez sedna. Bo czujność bez działania to tylko teatr, a trudne dni staną się niemożliwymi latami, jeśli dalej będziemy traktować kryzys klimatyczny jak naturalną katastrofę, zamiast patrzyć wprost w twarz naszej własnej odpowiedzialności.
Faktem jest – i niech to będzie jasne – że fale upałów stały się częstsze i intensywniejsze w ostatnich latach. Nauka mówiła nam to przez dziesięciolecia. Ostrzegała nas. A co my zrobiliśmy? Budowaliśmy miasta betonowe, powiększaliśmy fabryki, wciąż paliliśmy węgiel i gaz, jakby planet miał nieskończone zasoby cierpliwości. Teraz natura nie ostrzega nas już – uderza nas bezpośrednio, każdego dnia, każdą nocą, którą starszaków budzą mdłości z powodu gorąca.
Nie będę udawać, że mam gotowe rozwiązanie. Transformacja energetyczna jest trudna, kosztowna, wymaga odwagi i poświęcenia. Ale jeśli nie jesteśmy gotowi ponieść tego kosztu teraz, dobrowolnie, razem – to zapłacimy go później, przymusowo, osobno, we krwi i cierpieniu. Każde pokolenie musi zmierzyć się z własnym wyzwaniem moralnym. Oto nasze: czy będziemy pokoleniem, które wiedziało i nic nie zrobiło, czy pokoleniem, które śmiało spojrzeć w oczy katastrofie i zawróciło swój statek?
Macron mówi o "czujności". Ja mówię o sprawiedliwości. O tym, że bogaci mogą uciec do chłodnych pałaców, a biedni będą umierać na ulicach. O tym, że korporacje, które zbudowały ten piekielny świat, będą odsuwać odpowiedzialność na "naturalne siły". Takie poddanie się fatalizmowi jest zdradą. Każde zaniedbanie dzisiaj to zbrodnia popełniana przeciwko jutru.