Gospodarka wobec żywiołu. Co ujawnia kryzys kanikuły o naszych priorytetach
Kiedy gorąco paraliżuje 26 milionów ludzi, gospodarka zmienia się nie tylko na papierze: ujawnia się naprawdę, kto płaci cenę ekstremalnych warunków.
Zamiast badać przyczyny, władze zakazują. Zamiast pytać, dlaczego biedniejsi szukają ucieczki, wprowadza się porządek policyjny.
Fala upałów przechodzaca przez Francję to nie tylko meteorologia — to ekonomiczny test. Twierdzę, że w momencie gdy minister zdrowia mówi o »trzymaniu systemu«, w momencie gdy miasta zakazują spożywania alkoholu na ulicach, nie mówimy już o pogodzie, ale o tym, jak kapitał przesuwa koszty swojego funkcjonowania na ramiona pracowników. Trzeba pytać wprost: kto zarabia na kanikule, a kto umiera?
Oto rzeczywistość: robotnicy budowlani, pracownicy transportu, pracownicy ochrony — wszyscy ci, których pracy nie można wykonywać z wygodnego biura — muszą wypełniać swoje obowiązki w temperaturze, która zabija. Ich pensje nie rosną, gdy termometry pną się w górę. Ich umowy nie przewidują dodatkowych dni wolnych. System zdrowia, który zostaje przytłoczony, to system już wyniszczony lata wcześniej — wyniszczony cięciami, prywatyzacją, traktowaniem człowieka jako kosztu operacyjnego. A teraz, kiedy natura się buntuje, okazuje się jak słaby jest ten system, bo był budowany dla zysku, a nie dla życia.
Zwracam uwagę na szczegół, który zwykle przeoczamy: zakazy spożywania alkoholu na ulicach podczas Fest Muzyki. To symbol despotyzmu gospodarczego. Zamiast badać przyczyny — godz przedłużone, kiepskie wynagrodzenie, brak wody pitnej dla pracowników latem — władze zakazują. Zamiast pytać, dlaczego bezdomni i ubodzy szukają ucieczki w alkoholu podczas ekstremalnych upałów, wprowadza się porządek policyjny. To zawsze tak: kiedy system daje niezgodę, wymyśla się przepisy.
Gospodarka nie jest neutralna wobec przyrody ani wobec czasu, w którym żyjemy. Każdy kryzys ujawnia struktury władzy i zależności. Kanikuła pokazuje nam, że nasza ekonomia jest zbudowana na fikcji — na założeniu, że ludzie mogą pracować bez granic, że natura będzie czekać, że margines zawsze będzie marginesem. Ale rzeczywistość, biologiczna i nieodwołalna, wraca by nas poinformować, że tak nie jest. Pytanie brzmi: czy nauczymy się czytać te sygnały, czy znowu czekamy, aż następny kryzys będzie jeszcze bardziej nieinformowany?